Śliski biznes węgorza

Węgorz europejski to dość nietypowy gatunek, kojarzony raczej z północną częścią kraju. A jednak – szczęśliwcy mogą natknąć się na niego w potokach Parku Krajobrazowego Beskidu Małego! Wyglądem i sposobem poruszania się w wodzie bliżej mu do węża niż ryby, a próby poznania jego skrytego trybu życia przysporzyły niejednego naukowca o ból głowy. Dodatkowo obecnie posiada on status zagrożonego wyginięciem, ale metody mające pomóc mu przetrwać wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Pomimo tego, niektórzy ludzie nadal nie zdają sobie sprawy z powagi tej sytuacji, a nawet nieumyślnie przyczyniają się do jej pogorszenia.

Górski potok z brzegami porośniętymi gęstą roślinnością: krzewami i drzewami.
W potokach Beskidu Małego wciąż można natknąć się na węgorza (fot. P. Ciaptacz)

Jak już wcześniej zostało wspomniane, węgorz europejski nie jest typową rybą. Wyróżnia go przede wszystkim jego wydłużona sylwetka oraz unikatowy falujący styl pływania, który może być nawet 6-krotnie wydajniejszy energetycznie w porównaniu do tradycyjnego sposobu przemieszczania się np. pstrąga. Posiada płetwy piersiowe, a płetwy grzbietowa, ogonowa i odbytowa są połączone, niejako opasując większą część ciała. Węgorz pokryty jest gęstą warstwą śluzu, która ułatwia mu m.in. poruszanie się, zmniejsza tarcie, chroni przed urazami mechanicznymi i wnikaniem patogenów, a także stanowi barierę osmotyczną w warunkach silnego zasolenia. To ostatnie przystosowanie jest dla niego szczególnie ważne, gdyż węgorz należy do ryb katadromicznych. Oznacza to, że choć większość swojego życia spędza w wodach słodkich, to na czas rozrodu migruje do słonych wód Morza Sargassowego. Długość takiej wędrówki może osiągnąć nawet 10 tysięcy kilometrów, co dawniej budziło mieszane uczucia wśród naukowców, którym trudno było uwierzyć, że coś takiego jest w ogóle możliwe.

Rysunek przedstawiający wydłużony szkielet węgorza, obok przedstawiony cały węgorz.
Węgorz europejski, miedzioryt kolorowany (Johann Daniel Meyer, 1748)

Nawet obecnie węgorz europejski skrywa przed nami niewiele tajemnic, a w przeszłości potrafił on wprowadzić niejednego uczonego w zakłopotanie, gdyż żaden nie był w stanie definitywnie stwierdzić, jak wygląda jego rozwój. Już w starożytności Arystoteles zepchnął go do statusu stworzenia, które powstaje spontanicznie z nieożywionej materii, tj. z mułu i wnętrzności ziemi. Nawet 2 tysiące lat później na świecie szerzyły się przesądy, jakoby węgorz wychodził nocami na ląd, by podstępnie wyjadać groch z pól uprawnych uczciwych, ciężko pracujących chłopów. Choć prawdą jest, że może on przez krótki okres przetrwać poza wodą, to nie stanowi zagrożenia dla plonów, gdyż preferuje drobne ryby i inne organizmy denne. Prawda o cyklu życiowym tego gatunku pozostawała nieuchwytna aż do początku lat 20. XX wieku. Wtedy właśnie duński biolog Johannes Schmidt wysunął teorię, w której jako pierwszy założył, że miejscem rozrodu tego gatunku jest Morze Sargassowe.

Niestety, nie wszyscy naukowcy byli zwolennikami tej idei, a najgłośniejszym przeciwnikiem Schmidta był niejaki Denys W. Tucker – zoolog zatrudniony ówcześnie w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. W jego przekonaniu węgorz europejski nie miał prawa dotrzeć aż do Morza Sargassowego i nigdy nie opuszczał wód przybrzeży Europy. Natomiast ten odległy zakątek Atlantyku jest także miejscem rozrodu węgorza amerykańskiego, dla którego podróż wynosi zaledwie tysiąc kilometrów. Tucker wykorzystał ten fakt i uznał, że sam gatunek węgorza europejskiego jest jedynie odmianą amerykańskiego, powstałą z potomstwa, które zostało zniesione na wschód przed prądy morskie. Jednakże jego wybujałe koncepcje zostały obalone na podstawie badań morfologicznych oraz późniejszych analiz DNA. Dodatkowo sam jegomość został zniesławiony i zwolniony ze stanowiska rok po tym, jak obwieścił, że udało mu się dostrzec potwora z Loch Ness.

Spokojne wody górskiego potoku o kamienistych brzegach porośniętych gęstą roślinnością.
Czyste, niepoprzegradzane potoki będące miejscem tarła węgorza są już niestety rzadkością (fot. P. Ciaptacz)

Pomijając te burzliwe kontrowersje, odkrycie Schmidta stało się inspiracją dla kolejnych badaczy, dzięki czemu obecnie posiadamy więcej informacji o tym gatunku. Jednakże nawet do tej pory nie udało się zaobserwować samego tarła ani doprowadzić do rozmnożenia się osobników w niewoli. Z powodu braku możliwości hodowli, węgorza można pozyskać jedynie przez połów. Dodając to tego jego popularność jako kulinarnego przysmaku, mamy przepis na prawdziwą tragedię w postaci drastycznego spadku liczebności populacji. Oczywiście, masowa eksploatacja to tylko jeden z negatywnych wpływów człowieka – dochodzą tutaj także inne czynniki, takie jak niszczenie i fragmentacja jego siedlisk, zanieczyszczanie środowiska, ocieplenie klimatu itd. Trzeba także zaznaczyć, że pomimo statusu zagrożonego wyginięciem, ochrona tego gatunku jest tylko połowiczna – w Europie istnieją ograniczenia dotyczące eksportu oraz okresy całkowitego zakazu połowu, ale nawet w Polsce, w szczególności w jej północnych rejonach, nadal można bez problemu zamówić danie z węgorzem. Jego rzadkość tylko dodaje do ekskluzywności oraz ceny sprzedaży sprawiając, że łowienie węgorza stało się szczególnie lukratywnym biznesem, a kłusownictwo rybackie – prawdziwą plagą wybrzeży. Dlatego ważne jest, aby na wakacjach świadomie wybierać posiłki, aby uniknąć zjedzenia gatunku, który w przyszłości, jeśli nie zostaną podjęte bardziej drastyczne działania, może zostać jedynie wzmianką w szkolnych podręcznikach.    

Tekst: Marta Groele

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *