Pierwszą rośliną, która staje nam przed oczami, gdy myślimy o Bożym Narodzeniu, jest któreś z iglastych drzew: jodła, świerk lub sosna. Zielonymi, pachnącymi gałęziami dekorujemy domy, ubieramy drzewko bombkami, lampkami i łańcuchami. Na drugim miejscu, zaraz za choinką, jest jemioła.
Jemioła jest tak zwanym półpasożytem – nie wykształca własnych korzeni, lecz kiełkując na gałęzi drzewa niejako podłącza się do jego systemu naczyniowego i podkrada mu wodę i sole mineralne. Na ogół nie zabija swojego gospodarza – to oznaczałoby śmierć również dla niej – ale go osłabia.
Występująca w Polsce jemioła pospolita końcem zimy i wczesną wiosną zakwita maleńkimi (kilkumilimetrowymi), żółtymi kwiatkami, natomiast w listopadzie – grudniu wykształca białe, okrągłe pseudojagody (w każdej jest po kilka owoców właściwych, a w każdym owocu – kilka zarodków). Każdy, kto dekorował dom jemiołą obsypaną jagodami wie, jak bardzo są lepkie – przyczepiają się do każdej powierzchni! Jest to całkiem niezła strategia, którą roślina wykorzystuje do kolonizowania kolejnych gałęzi i drzew. Otóż, gdy ptaki zajadają się jagódkami, te przyklejają im się do dziobów. Jest to mocno irytujące – ptaki próbują więc pozbyć się ich wycierając dziób o gałęzie – et voilà, jemioła znalazła nowe miejsce do kiełkowania. Jeszcze częściej lepka jagoda przechodzi przez przewód pokarmowy, ale nie do końca przetrawiona, opuszczając go drugą stroną ptaka, przykleja się do kuperka. Jedynym sposobem na wyczyszczenie go jest… wytarcie o gałązkę. Proste – genialne. Najbardziej znanymi amatorkami jemioły są – wiadomo – jemiołuszki, jednak coraz rzadziej goszczą one u nas zimą. Białymi jagódkami nie pogardzą chociażby paszkoty (łacińska nazwa paszkota – Turdus viscivorus – znaczy dosłownie „drozd jemiołojad”). Jemiołę podjadają również kosy i inne drozdy, rudziki, sikory, sójki, nawet maleńkie raniuszki!
Ptaki wykorzystują jemiołę nie tylko jako pokarm, ale również jako schronienie! Potężna, gęsta kula wiecznie zielonej rośliny to świetne miejsce na założenie gniazda, zwłaszcza wczesną wiosną, gdy wciąż jeszcze pozbawione liści drzewa nie dają osłony. Dobrze wiedzą o tym choćby srokosz czy trzmielojad.
Niestety, w wyniku ocieplenia klimatu, a co za tym idzie coraz łagodniejszych zim, jemioła staje się w Polsce coraz częstsza, atakując zarówno drzewa liściaste, jak iglaste (występują u nas trzy podgatunki tej rośliny: jemioła pospolita, rozpierzchła i jodłowa). Ponieważ podkrada drzewu ogromne ilości wody, jest to narastający problem – zwłaszcza na terenach borykających się z suszą.
Jak to się stało, że ta pasożytnicza, trująca (pędy i owoce zawierają wiskotoksynę oraz mieszaninę acetylocholiny i choliny) roślina stała się tak nierozerwalnie związana ze świętami? Tak naprawdę ludy germańskie jeszcze w czasach przedchrześcijańskich dekorowały jemiołą domostwa w okresie zimowego przesilenia. Zawieszona pod sufitem zimozielona jemioła symbolizowała płodność (stąd tradycja całowania się pod jemiołą) i zwycięstwo życia nad śmiercią. Choinka wkroczyła na świąteczną scenę znacznie później! W polskiej tradycji ludowej obsypana owocami jemioła (zwana również strzęślą lub homełą) wróżyła bogactwo (a przynajmniej płynność finansową). Stare porzekadło głosiło „kto nie ma jemioły, ten cały rok goły”. Miała również chronić dom przed złymi mocami, urokami, zmorą senną, piorunem i pożarem. Może więc warto, tak na wszelki wypadek, powiesić jakąś gałązkę pod sufitem?
Szukając informacji o jemiole znalazłam absolutnie cudowny wiersz Jeremiego Przybory – nie mogłam się mu oprzeć i zamieszczam poniżej. Co prawda traktuje raczej o jemiołuszkach – ale od jemiołuszki do jemioły nie jest daleko 😊
Kochajcie jemiołuszki
Od emocji płonę cały, może nawet dymię,
Jemiołuszki przyleciały spędzić z nami zimę.
Ach, pomyślcież no wy sami, chłopcy i dziewuszki,
– całą zimę będą z nami ptaszki jemiołuszki.
Kiedy różne inne ptaki nas puszczają w trąbę,
to jest przecież również taki, co zawitał z ziąbem.
Na najcięższe roku chwile, te bez jaj i gruszek,
przylatuje do nas tyle, tyle jemiołuszek.
Czy to nie optymistyczny i krzepiący akcent,
że na zimę ptaszek śliczny nagle do nas zachce?
Czy to jakby nie napawa wiarą i otuchą,
do myślenia czy nie dawa ten fakt z jemiołuchą?
Ja oddaję słowikowi co on ma słowicze,
ale kiedy listek obwisł, już na śpiew nie liczę.
Strawestować za to muszę krzyk poety szczery:
Ach, kochajcie jemiołuszki, do jasnej cholery!
Tekst: Katarzyna Śnigórska
