Żartujemy sobie czasem z tego typu stwierdzeń. „Kiedyś to były czasy…” – może to dotyczyć wielu aspektów życia. Bywa, że pamięć płata nam figle i przeszłość wcale nie była taka różowa. Gdy jednak wzdychamy do minionych śnieżnych i mroźnych zim, mamy rację. Kiedyś to były zimy!
W latach 80tych ubiegłego wieku średnia grubość pokrywy śnieżnej w naszym kraju wynosiła między 15 a 25 cm. Co więcej, śnieg utrzymywał się przez 3-4 miesiące, a bywało, że i dłużej. W kolejnej dekadzie średnia grubość pokrywy śnieżnej spadła do ok. 7-10 cm, a czas jej zalegania skrócił, choć oczywiście zdarzały się bardziej śnieżne zimy. Od początku tego stulecia coraz częściej mamy do czynienia z zimami bezśnieżnymi i średnią dobową temperaturą niespadającą poniżej zera.
Można usłyszeć głosy, że to nie takie złe – nie trzeba odśnieżać, maleją koszty ogrzewania. Jednak na dłuższą metę cena, jaką płacimy za brak śniegu, jest ogromna. Nawet, jeśli mamy do czynienia z ciepłą zimą, co jakiś czas zdarzają się mroźne dni i noce. A to właśnie pokrywa śnieżna, działając jak swoista kołderka, chroni rośliny przed uszkodzeniem, nawet wymarznięciem. Mowa tu nie tylko o dziko rosnących roślinach – również o naszych uprawach. Co więcej, śnieg jest niezbędny również wielu gatunkom zwierząt. Sierść choćby łasic, gronostajów czy zajęcy bielaków zmienia zimą kolor na biały; gdy brakuje śniegu są niesłychanie widoczne, co łasicom utrudnia polowanie, a zającom – ucieczkę przed drapieżnikami. Wiele zwierząt znajduje pod śniegiem schronienie przed mrozem. W Skandynawii drastycznie spadła liczebność lemingów, co w dużym stopniu jest właśnie wynikiem niewielkiej i krótko zalegającej pokrywy śnieżnej. Lemingi zaś stanowią podstawę pożywienia wielu drapieżników – choćby puchacza śnieżnego, którego liczebność również spada, a w Szwecji został ostatnio uznany za gatunek wymarły.
Śnieg to nie tylko ochrona przed przemarznięciem, to również nieprawdopodobnie istotny zasób wody!
Gdy mowa o śniegu w kontekście zasobów wodnych, ważna jest nie tylko jego ilość i czas zalegania, ale również tempo topienia się. Jeśli po okresie mrozów następuje gwałtowne i duże ocieplenie, z dodatnimi temperaturami nawet nocą, śnieg topi się szybko, wówczas gleba nie jest w stanie przyjąć tyle wody (zwłaszcza, jeśli jest zmrożona).
Kiedy publikujemy tego bloga znaczna część Polski znajduje się pod śniegiem, jednak wcale nie przeczy to zmianom klimatu. Rok 2025, w skali globalnej, należał do najcieplejszych w historii pomiarów (średnia roczna temperatura na świecie wyniosła ponad 1,4 st. C względem średniej przedindustrialnej, a w latach 2023 oraz 2024 średnie temperatury przekroczyły 1,5 st. C). Długoterminowy trend wzrostu temperatur jest, niestety, jednoznaczny. Nie oznacza to jednak, że nie będzie kilkutygodniowych epizodów ze śniegiem i mrozem – wbrew pozorom sprzyja temu ocieplenie Arktyki. Kontrastowe, ekstremalne epizody pogodowe wpisują się w zmianę klimatu. Zalegająca obecnie pokrywa śnieżna to dobra wiadomość – jest naturalnym magazynem wody, a topiąc się, zasili glebę i wody gruntowe skuteczniej niż opady deszczu. By jednak rozwiązać problem deficytu wody, z którym zmaga się Polska, konieczne są regularne, śnieżne zimy – a na te, niestety, nie możemy już liczyć.
Tekst: Katarzyna Śnigórska
