Zazieleniły się pola i łąki, sady i gaje, moc kwiecia pokryło ziemię, a ptactwo śpiewa, gwiżdże, ćwierka na wyścigi, jakby chciało jedno drugie zagłuszyć, przewyższyć w śpiewie(1). Najbardziej wiosennym świętem w kalendarzu chrześcijańskim są Zielone Świątki, jak potocznie nazywana jest uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Przypada ona w 7. niedzielę po Wielkanocy, która obchodzona jest w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca. Jest to zatem święto ruchome i w zależności od roku obchodzone jest w maju lub na początku czerwca. Wiele ludowych zwyczajów w tym okresie roku związanych jest z kultem wegetacji i przyrody, które swój rodowód mają w jeszcze w starych wierzeniach słowiańskich.
W Zielone Świątki kościoły, kapliczki, ale też wejścia do domów często przyozdabiane są zielonymi gałązkami, najczęściej brzozowymi. Tradycyjnie miały one chronić domostwa przed urokami. Palono zioła, którymi później okadzano bydło. Na głowy zwierząt gospodarskich zakładano wieńce kwiatowe. Wszystko to miało zapewnić urodzaj na cały sezon wegetacyjny. Tymczasem o zmroku zaczynają się tu i ówdzie w okolicy pokazywać światła wśród pól i pastwisk, zaczynają gorzeć sobótki(2). Tak etnograf, badacz i popularyzator folkloru i kultury ludowej Seweryn Udziela opisywał zwyczaje typowe dla Krakowiaków, czyli mieszkańców okolic Krakowa. Choć w całej Polsce ognie sobótkowe bardziej kojarzą się z Nocą Świętojańską, to szczególnie na terenie obecnego Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego, palono je również właśnie w Zielone Świątki.
Miejscem na terenie Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego, które szczególnie ożywa właśnie w Zielone Świątki jest erem kamedułów na Bielanach. Klasztor ten na co dzień zamknięty dla odwiedzających, otwiera swoje bramy dla wszystkich pielgrzymów, modlących się i turystów. Jest to jeden z dwunastu dni w roku, kiedy również kobiety mogą wejść na jego teren. Choć jeszcze 100 lat temu mnisi zapraszali do ogrodu, a nawet pokazywali swoje domki pustelnicze, to obecnie wstęp możliwy jest tylko do kościoła i na dziedziniec przed nim. Wejść można również w poniedziałek, który tradycyjnie jest drugim dniem uroczystości Zesłania Ducha Świętego.
Choć u kamedułów w Zielone Świątki nie ma odpustu, to już od ponad 100 lat temu wokół eremu, a szczególnie na Polanie pod Dębiną, zwanej również Polaną Bielańską w ten dzień ustawiają się kramy, karuzele i inne atrakcje dla przybyłych na Bielany. Tłumy z Krakowa przyjeżdżały wozami okolicznych włościan, statkami po Wiśle, czy w latach 60. XX wieku kolejką „Lajkonik”, która jeździła wałem wiślanym. Obecnie większość dociera tu samochodami, na parking znajdujący się poniżej winnicy lub autobusem, który tuż obok zatrzymuje się na przystanku. Już przy podejściu pojawiają się pierwsze kramy. Jak dawniej, tak i obecnie dla wielu osób przy dobrej pogodzie była to możliwość dobrego zarobku. Na licznych straganach można kupić słodycze, wśród nich miodek turecki, czy zabawki. Jednak dawniej ludzie przynosili koce i kosze jedzenia korzystali z rozstawionych karuzeli i huśtawek, słuchali katarynek i innej muzyki spędzając tak cały dzień. Wieczorem kiedy wszyscy wracali do domów, na Bielany powracała cisza, a za murami klasztoru milczenie, które jest wpisane w kamedulską regułę.
Tekst powstał na bazie książki: “Nad Wisłą pod Krakowem”, Paweł Ciaptacz
(1) Udziela S., 1924. Krakowiacy. Nakładem księgarni geograficznej „Orbis”. Kraków-Dębniki. S. 55
(2) Udziela S., 1924. Krakowiacy. Nakładem księgarni geograficznej „Orbis”. Kraków-Dębniki. S. 56
